Ognisko "Wrzesień '99"


Impreza odbyła się 11 września 1999 roku nad Odrą za Wittigowem, czyli krótko mówiąc w "stałym miejscu".

Aby oddać klimat zażartych dyskusji na temat najlepszego terminu, pozwolę sobie zacytować kilka wypowiedzi poprzedzających rozpalenie ogniska. Wiele z nich przypominało sprawy poruszane przy okazji przygotowań do poprzednich ognisk - np. z tego z czerwca '99.

Date: Fri, 27 Aug 1999 13:59:02
From: "Marek Zoglowek"
Subject: Spotkanie nad Odra

Czesc!

Co z naszym drugim tegorocznym spotkaniem nad Odra 4 wrzesnia?
Czy poza mna sa jacys chetni.

Marek Zoglowek

Date: Fri, 27 Aug 1999 17:18:33
From: "Cezary Szarapanowski"
Subject: Za malo czasu!

Postuluje przesuniecie terminu na PRZYNAJMNIEJ 11.09 ?

3majcie sie!

Date: Tue, 31 Aug 1999 10:57:25
From: Grzegorz Nowak
Subject: Odra we wrzesniu

Panki!
Ja nie mam nastroju do piwka... Kiedy ma sie to odbyc - 4 czy 11 ?

Poza tym, nie ma w Polsce Wojtka Zielinskiego, a ja wiem,
ze w czasie ogniska moge liczyc na Jego wsparcie w kazdej sytuacji.

Pozdraw
G.N.

Date: Tue, 31 Aug 1999 17:40:59
From: "Marek Zoglowek"
Subject: Impreza nad Odrą

Cześć

Skoro większość chce przełożyć na 11 to niech będzie 11.
Jeśli chodzi o nieobecność Wojtka to proponuję Ci Grzegorzu mój pełny
support techniczny, psychiczny, merytoryczny a nawet opiekę powdrożeniową w
czasie i po imprezie.

Marek

Date: Wed, 1 Sep 1999 11:56:54
From: Bartłomiej Miłuch
Subject: Odp: To kiedy w koncu to ognisko ???

A co z godziną???

Sugeruję, żeby Staszek jako najbardziej zainteresowany ogniskiem ustalił nam
godzinę - np. o 2:00 am - wtedy On będzie miał gdzieś 20:00 czyli tak w sam
raz.

Bartek

Date: Wed, 1 Sep 1999 13:50:52
From: "Cezary Szarapanowski"
Subject: Wirtualne ognisko.

Cze!

Mam notebook z modemem do komórki ( 9,6kb) i dostępem do inet.
Możemy wysyłać do Stacha e-mail co 30 min ze sprawozdaniem
postępu w zabawie jak również utrzymywać synchronizację
przewracanych browców !!!
Może być ?

:-))))))))))

Date: Wed, 1 Sep 1999 15:09:51
From: Jurczyk Wojciech
Subject: ODP: Wirtualne ognisko.

Może lepiej odpalić IRC'a i być z nim na bieżąco....

No chyba że Cię już na to nie stać :-)

B.

PS: Wolę 11.09 - tak co by się sprecyzować

Date: Wed, 1 Sep 1999 15:58:22
From: "Cezary Szarapanowski"
Subject: Odp: Wirtualne ognisko.

Cze!

Nie stać mnie.
Jednakże jeśli zrobimy zrzutę na nowy notebook to możemy dokonać rytualnego
poświęcenia i całopalenia notbook'a. Komórka może zostać poświęcona białym
mszalnym bełtem za 4,65zł i roztrzaskana o stare liturgiczne
kamienie-ołtarze
z wyciętymi runami w C++. Święty dym z poświęconego notebook'a uniesie ducha
zebranych członków ogniska do nieba i dalej do Stacha Pąka w USA.
Resztki ofiary-notebook'a powinny zostać sakralnie spożyte a gorący płyn
z ekranu LCD skropić zebranych.
Uffff...

Date: Fri, 3 Sep 1999 12:19:25
From: "Cezary Szarapanowski"
Subject: Brykiet ! NIE włgiel drzewny !!!

Kupujta brykiet! a nie węgiel drzewny ( źle się pali i gaśnie ).
Siekier nie potrzeba bo ostatnia impreza dobitnie pokazała,
że tam już nic nie ma do rąbania. Zamiast siekier kupujta:
BRYKIET.

Date: Sat, 4 Sep 1999 15:39:57
From: "Marek Zoglowek"
Subject: Ogniska nad Odra

Brykiety sa do gazu bo dają o wiele mniej ciepla niz wegiel drzewny.
Jak wiecie kielbas do upiczenia jest zawsze sporo.
Mozna z tego wysnuc oczywisty wniosek ze skoro pojemnosc grila jest stala,
a na brykietach pieczenie przebiega wolniej, to strumien upieczonych kielbas
w jednostce czasu jest wiekszy w przypadku wegla drzewnego niz w przypadku
stosowania brykietow.
Kupujcie wegiel drzewny!

Nie zgadzam sie z Cezarym ze nie bedzie tam nic do zrabania.
Proponuje aby Ci ktorzy uwazaja ze nie ma tam nic
do zrabania przytaszczyli drewno ze soba np. tramwajem.
Pamietajcie o tym ze noce moga byc dosc chlodne,
troche swiatla moze sie przydac,
no przede wszystkim tradycja, ktora jak widze podupada.
Podsumowujac ognisko musi byc taj jak musi byc piwo.

Marek

Date: Tue, 7 Sep 1999 13:56:59
From: "Marek Zoglowek"
Subject: Algorytm dojcia do ogniska

Czesc

Przedstawiam wszystkim ktorzy nie wiedza jak trafic na nasze ognisko
algorytm dojscia.

1. Dojechac na Wittigowo (ul, Wittiga 6, Wroclaw, Poland) 11 wrzesnia o godz. 18 czasu lokalnego.
2. Udac sie droga (gruntowa) obok akademika T-15 i plotu Klubu Sportowego Sleza w kirunku Odry.
3. Po napotkaniu walu nad Odra przejsc go i isc dalej prosto w strone rzeki (jakies 40m).
4. Rozejrzec sie w poszukiwaniu lysiejacych gosci z kielbaska i piwem w rekach.
5. END

Piwo i inne napoje, kielbaski, musztarda , ... kazdy przynosi sobie sam (sa jeszcze oczywiscie nasi sponsorzy)

Algorytm powrotu kazdy musi opracowac samodzielnie.

Marek

Teraz już czas na fotoreportaż:

Pierwsi na placu boju zjawili się Alek Olbert i Rysiu Bagiński. Było kilkanaście minut po szóstej i całkiem widno. Byłem też ja(rek Grzelak) z Klaudią. Za jakiś czas dobili Marek Zoglowek, Grześ Nowak i Wiesiek Grygo. W chwilę poźniej, choć na zdjeciach tego nie widać, był znami również ... Wojciech Zieliński !  W momencie, gdy Grzesiek nawiązywał transkontynentalne połączenie telefoniczne z krzaków wyłonił się Krzysiek Rosiński. Na dworze robiło się coraz bardziej szaro, z ustawionych grilli bił żar i snuł się swąd przypalanych kiełbasek a do ekipy dołączyli Rober vel "Badżor" Bajorek i Cezary Szarapanowski z żoną Sylwią. Choć przed ogniskiem zawiązała się dysputa na temat wyższości brykiet nad węglem drzewnym, ostatecznie pod rusztami zapłonęło paliwo mniej przetworzone technologicznie. Okazało się, że węgiel drzewny jest łatwiej dostępny w handlu a czadu daje przy tym wystarczająco dużo. Było nas już tyle, że można było wykonać pierwsze grupowe zdjęcie do rodzinnego albumu.

Zmierzch zapadł, Łysy pojawił się na niebie a rosa na trawie. Mareczek stwierdził, że nadszedł już najwyższy czas, aby dokonać oficjalnego rozpoczęcia imprezy i jednym sprawnym ruchem ręki zapalił zapałkę. Od zapałki zapaliło się ognisko, od ogniska gałęzie leżące obok ogniska, od gałęzi buty Mareczka, od butów skarpetki itd. No dobra, dobra, oczywiście że robię sobie jaja. Wszyscy wiemy, że buty Mareczka wykonane są z materiałów ognioodpornych. Tak naprawdę to od zapałki zapaliło się tylko ognisko i płonęło ogniem ciągłym-pulsującym aż do końca imprezy. Ku podtrzymaniu płomienia przyniesiono siekierę. Była to nieśmigana nówka, chyba nawet jeszcze z metką. To też już taka ogniskowa tradycja. Problem w tym, że jest to tradycja ogólna, kultywowana nie tylko przez nas, ale także przez innych ogniskowiczów. W efekcie po każdym ognisku dość radykalnie zmienia się krajobraz między wałem a brzegiem.

Pamiętam z pierwszych ognisk, że nasze "stałe miejsce" otoczone było palisadą ze starych, wysokich drzew. Gdy płonęły przytaszczone przez G.N., nasączone substancją impregnującą palety sosnowe, płomienie ogniska delikatnie muskały najniżej wiszące gałęzie, tak że aż liście zwijały się z zachwytu. Teraz stare drzewa zmieniły orientację z wertykalnej na horyzontalną, przez co ja osobiście w ogóle tracę orientację i w celu znalezienia "stałego miejsca" muszę penetrować obszar od ZOO do Wyspy Opatowickiej... Za to zebrani, co widać na załączonych obrazkach, mają na czym posadzić swoje ... tyłki (?). Świadomie nie użyłem tutaj najwłaściwszego określenia: "dupy". W tym kontekście brzmiało by ono zbyt dwuznacznie.

Ognisko płonęło, jedni ubywali a inni przybywali. W międzyczasie pojawił się Marcin "Ten Co Niedawno Zmienił Stan - Gucio" Gryszczuk z żoną Renatą. Nie wiem która była godzina, ale chyba gdzieś między ósmą a dziwiątą, gdy w ciemnościach wrześniowej nocy światło ogniska dojrzeli Jacek "Cabanos" Caba z Olą, Tomek Kozina z Olą (i nie była to ta sama Ola - zbieżność imion przypadkowa), Piotrek Zaguła i Moncef Buhajeb. Przyszła też z nimi Gitara, co obudziło w niektórych uśpione talenty. Niestety repertuar choć urozmaicony, był dość ubogi.

Około północy z braku zapału do szukania zaczęło brakować opału, z braku opału zaczęło przygasać ognisko, a z braku ogniska impreza zaczęła zdychać śmiercią naturalną. Jednakże raz jeszcze ciemności wrześniowej nocy zostały rozświetlone. Nie był to jednak ogień, o który walczyli nasi ojcowie, a snopy światła elektrycznego bijące z reflektorów limuzyny Tomka Koziny.

Rozmowy zebranych przy ognisku toczyły się w grupach tematycznych. Niestety nie byłem w stanie brać udziału we wszystkich jednocześnie, więc nie wiem o czym rozmawiano. Zresztą o czym mogą rozmawiać informatycy? Tematy dyskusji z całą pewnością stanowiły kontynuację wątków rozpoczętych na liście 'eka95inf'.

Dyskusja była kontynuowana po imprezie:

Date: Tue, 14 Sep 1999 10:24:11
From: "Pak, Stanislaw"
Subject: Imprezka

Witam szanownych kolegow,

Jak tam sie imprezka udala? Jakas cisza nastala na laczach elektronicznych.
Ciekaw jestem wrazen, bo niestety nie moglem uczestniczyc w uroczystosciach.

Stach

Date: Tue, 14 Sep 1999 16:52:07
From: Arek Zawada
Subject: Re: Imprezka

Chyba jeszcze nikt nie wytrzezwial ...


Pozdrawiam wszystkich,

Arek Z.

Date: Thu, 16 Sep 1999 09:45:00
From: "Cezary Szarapanowski"
Subject: Impreza wg Cezarego.

Cze!

Właśnie wytrzeźwiałem.

Imprezka była OK, w porywie do 16 osób, ale jaka atmosfera!
Dyskusja nad wyższością węgla drzewnego nad brykietem przeniosła się
na płaszczyznę praktyczną i nieskromnie muszę wyznać iż brykiet okazał
się lepszy (3:2). Niektórzy w szale rozpaczy po przegranej zemścili się na
materialnym dowodzie wyższości brykietu - grilu - po ludzku go przewracając w trawę
wraz ze zgromadzonymi tam niewinnymi kiełbaskami.
(Podziękowania dla reprezentanta z Softonik za czynny udział w akcji ratowniczej.)
Zresztą całe te preparowane paliwo zostało pokonane przez naturalne drewno,
którego spalanie przyciągnęło najwięcej enduserów.
Piwo lało się w gardła nasze nie wyrządzając nikomu znacznej szkody.
Nowością był pokaz motoryzacyjny którego twórcą był Tomek K. - przynajmniej
przez chwilę mogliśmy się cieszyć światłem pochodzącym z elektryczności.
A ha! była także gitara (sic!) wirtuozi gitary dali pokaz godny mistrzów a soliści
uraczyli nas wspaniałymi perełkami kultury śpiewanej. W sumie jednak okazało
się iż znajomość utworów śpiewanych była niezadowalająca i bodaj po 15 min od
rozpoczęcia nikt (?) już nie potrafił przypomnieć sobie czegokolwiek.
Do kultowego całopalenia notebook'a nie doszło gdyż takowego zabrakło.
Udało się jednak nawiązać łączność werbalną z Wojciechem Zielińskim w dalekim USA stan
Texas.
Zakończyłem imprezowanie o godz. 12 i z większą częścią ludzi udałem się do domu.

Co było dalej nie wiem.

Pozdro!

PS
Żałujta Ci co tam nie byliśta.